ufff, przeczytałem wątek
ja też, jak shaman i mrgn chciałbym zobaczyć filmy ze śmigiem ślizgowym oraz ciętym
a szczególnie ze śmigiem ciętym... marzenia... może bym w końcu zrozumiał o co tutaj chodzi, bo zetknąłem się już z tymi określeniami i za cholerę nie rozumiem... a moja zdolność pojmowania opisów jest dość ograniczona, niestety, wyobraźni nie starcza...
myślę, że tu są duże problemy z terminologią. np. film z Tatr ze żlebu - to jest chyba ta technika, którą shaman miał na myśli pisząc o "ześlizgiwaniu się z boku, kiedy jest za trudno"
jeśli śmig cięty to jest to co w filmie snowproffesor, no to cytowane opisy kogośtam są trochę mylne - wydaje mi się, że dwadzieścia lat temu w USA zostało to opisane jako cross under, ale tłumaczenie tej sztuczki było zupełnie odmienne. też ze 20 lat temu Francuzi (Thias) określili to jako "wahadło", też zupełnie inne tłumaczenie tego sposobu jazdy, no inaczej zupełnie. I nie ma w sumie znaczenia czy się ślizga czy się tnie. Nie będzie cięło kiedy A) deska za mało przechylona

ciężar czyli dociśnięcie deski nierówne - puści dziób lub tył. I już. A to przejście z ciętego w ślizg jest czasem bardzo pomocne, skraca skręt, jeśli umie się np. odciąćyć na chwilę tył (ja jeszcze nie umiem świadomie i prędko się nie nauczę, ale czasem samo wychodzi na backu

i robi się taki... hmm. Drift!
inne podejrzenie - a może ślizg cięty to jest właściwie technika slalomowa, ale nie gigantowa. Shaman? to w sumie byłby jest cross under/ cross through...
ale mam podejrzenia, że ta cała klasyfikacja skrętów to jest takie na siłę dopasowana metodologia z nauki jazdy na nartach do snowboardu, ale z nauki jazdy na nartach sprzed 30 lat. wtedy śmig cięty to byłby "Style Parisiene" Balmaina.
no ale na razie, po przeczytaniu całego wątku, doszedłem do wniosku, że śmig ślizgowy i śmig cięty to są po prostu Yeti. Wszyscy o nich mówią, ale nikt ich nie widział, a nawet jak ktoś widział, to nie sfilmował, bo albo nie miał kamery, albo było ciemno, albo miał kontuzję.
jednak żywię nadzieję, że nie zostawicie mnie w ignorancji.
na koniec pragnę zapewnić o szacunku dla każdego wybranego stylu jazdy na snowboardzie. jakkolwiek najczęściej jeżdżę na twardych deskach gigantowych, to czasem używam też miękkich (ostatnio także debiut na kaczkę, całkiem wygodnie). i naprawdę nie widzę różnic w technice jazdy, choć są duże różnice w ustawieniu ciała.
jednak na przygotowanej, stromej trasie nie wyobrażam sobie, przy większej prędkości kontroli nad deską jadąc ślizgowo, dla mnie to jest kamikadze.
w głebokim śniegu z kolei rozróżnienie krawędź/ślizg staje się nieistotne. ale uważam, że zasady są te same.
uff. trochę długo, ale wątek też długi.
Finlarod - pozdrowienia
ps. obrażanie shamana przez porównywanie go do hitlera nie wydaje mi się na miejscu i z pewnością nie służy dyskusji, raczej świadczy o braku argumentów.