Deska petarda. Pełny paraboliczny rocker, dość mocny. Pod wiązaniami pofalowana krawędź Grip-Tech. Po 2 dodatkowe punkty wsparcia z obu stron deski. Tylko w miejscach gdzie działa największa siła, na desce są delikatne "bulwy".
Jak to działa w moim odczuciu, postaram się opisać obrazowo. 1 dzień na nowym Westmarku.
Pierwsze wrażenia po zapięciu deski, dramat, ledwo wstałem a ona już chce jechać. Wyjeżdża spode mnie. Sprawia wrażenie super szybkiej. Spokojnie, już nad nią panuję, dobrze jedzie ale bez przesady. Jadę długim, dość pochylonym, trawersem do stromszej ścianki. Powolutku, rozgrzewam się w sumie. Warunki twarde. Przyzwyczajony do "normalnych" desek, pilnuje się by stać równo na dwóch nogach. Rozpędzam się w tym trawersie, czuję coraz większe wsparcie wypukłych krawędzi, nie muszę schodzić niżej w kolanach a Westi i tak trzyma. Dobra za szybko, przyhamujemy do stoku, zawijam nogą na odczep się, tył deski bez trudu wchodzi w ślizg, podcinam dwa razy aż do zatrzymania. Pojawia się banan, bo widzę że deska trzyma na krawędzi, nie hamuje i nie wibruje rozpędzając się płynnie, cały czas Westmark był na krawędzi. Nie no, musiałem się zatrzymać, za szybko było. Dobra jedziemy dalej, dojeżdżam do ścianki, ło kurde, lodu sporo, stromo, można kogoś ustrzelić lub zostać przez kogoś ustrzelonym bo ludzi zapierdzialających jest tyle samo co ześlizgujących. Sporo. Decyzja, jadę powoli bokiem, krótkim ślizgowym będę walczył byle w dół. Dobra rozgrzewka w sumie. Lewa, prawa, lewa, prawa, utrzymanie prędkości, lewa prawa ale jaja. Ten śmieszny GT pomaga także przy skręcie ślizgowym, nie wiem jak oni to zrobili ale te bulwy nie chroboczą, nie zrywają przyczepności deski w ślizgu. Przeciwnie, czuję się jakoś pewniej, wiem że jak mocniej docisnę to bez trudu dohamuję każdy skręt. Do tego banalność tego skrętu, bez wysiłku, już widzę jak ta deska będzie chodzić w lesie czy na stromiznach gdzie mam cykora by puścić się na krechę. Pełny rocker działa. Czuć go w skręcie ślizgowym mocno. Nawet nie wiem kiedy ześlizgnąłem się na dół, dobra jest bardziej płasko, krecha. Jest speed. Stabilność spoko, zero myszkowania czy jakiegokolwiek zachwiania. Jest dobrze więc nie chce mi się skręcać, pełnym piecem podjeżdżam na orczyk. Wypinam tył i człapię do wyciągu. Chłopaki sugerują by szukać puchu, mi jest wszystko jedno. Więc szukamy. Trawers, ale dalej fajnie nachylony stok, twardo ale damy radę, tnę Arborem lód, podkręconym skrętem na krawędzi. Ciężar trochę na tyle i bajka. Kumpel mi mówi że jednak umiem jeździć, podobno dzień wcześniej był dramat, inną deskę miałem.
To co czuję w skrętach na krawędziach, deska sama trochę podwija skręt, likwiduje węża, tak by każdy skręt kończony był w poprzek stoku. Mam to dzięki pełnemu rockerowi. Fajne. Dobre. Pożyteczne. Ciężko to ująć słowami, ale mam jakby wspomaganie krawędzi, nie muszę wkładać w jazdę siły, nie muszę walczyć, dociskać deski by mieć pewność, że mi nie uślizgnie. Dojeżdżamy do fajnego miejsca, ale puchu ani śladu, pojeździmy więc po twardym. Na dół do orczyka. Cisnę odważniej, odchylam ciało od stoku, pozycja jak na slalomie. Jest dość płasko ale twardo. Specjalnie przeginam żeby zobaczyć, kiedy deska wetnie mnie w skręt i położy w skręcie. Jaja, stawiam ją praktycznie pionowo a deska nie hamuje. Jedziemy na górę. Gadamy, trochę klniemy na długość orczyka. Dobra, jesteśmy na górze. Chwytam orczyk, wypuszczam kumpla, odkładam orczyk odbijam się od śniegu wolną nogą, dostawiam na deskę, łup, gleba, na klatę. Zbieram się ja pie%$#% jaka śliska. Przesada. Trzeba będzie ją zapaskudzić jakimś padem, bo nie wyobrażam sobie Pilska gdy spadnie śnieg. Jeździmy, dłuższe skręty, większa prędkość, wykorzystuję szerokość stoku. Na płaskim zauważam jeszcze kilka fajnych rzeczy. GT zwiększa agresywność deski. Tak to czuję, te mocniej wysunięte punkty kontaktowe sprawiają że szybciej i w sumie chyba łatwiej deska zmienia krawędź. Sztywność, jest średnio, choć na pewno nie miękko. za twardy Westmark też nie jest. Dla mnie optimum, dobry pop, co ja akurat lubię i wykorzystuję w jeździe, nie trzeba się męczyć, walczyć, cisnąć. Żaden ze mnie freestylowiec nigdy nie był, kręcenie, buttery są dla mnie tu łatwiejsze. Ten mocny pop, wywołuje u mnie, co się nie zdarza często, chęć do jakiegoś tam podskakiwania na muldach.
Miałem starsze Westmarki. Zeszłoroczny był lepszy od tego sprzed dwóch lat. Ten nowy jest trochę zmieniony, możliwe że więcej niż trochę. Zmieniła się fabryka, także więc materiały. Deska jest cholernie śliska, gdyż nie ma plastikowego laminatu, tylko prawdziwe lżejsze drewno, na które naklejona jest ultra hiper kosmicznie twarda i odporna folia. Daje to odporność na wszelkiego rodzaju zarysowania, skałki, krzaki, kijki narciarskie itd Jak ktoś chce mieć spokój na orczyku, to niestety trzeba nakleić pada. Starsze były śliskie, ale nie aż tak. Mniej powycinany jest ślizg, twardszy, gładki, zero nitek po 3 dniach jazdy po twardym. Od góry, wiadomo, można się w niej przeglądać, nie ma nawet jednej ryski.
Mi ta deska bardzo pasuje, w zasadzie mogę na niej robić wszystko, w niczym nie ogranicza. W sumie to nawet po torze SBX jeździłem na zeszłorocznym modelu. Wszechstronna petarda, tak bym w dwóch słowach ją określił, choć jeszcze mi chodzi po głowie jedno, dwa słowa, łatwa, przyjazna...
Koniecznie namawiam do spróbowania tej deski na Test Drive czy przy innych okazjach. Deska dla każdego, bez znaczenia co robi i na jakim jest poziomie zaawansowania. Na pierwsze kroki nie nadaje się jedynie, szybsza nauka jest na miększych deskach.
Właściwości freestylowe Westmark pokazuje Scotty Vine, to jest jego deska.
W puchu trzeba uważać, bo ta deska nie zatrzymuje się natychmiast, film kolegi na mojej testówce.


