Swoją reckę po szkoleniu u Siwego wrzuciłem
tu, i też wklejam poniżej.
Do kliniki
Doktora Siwego wjeżdżam jako pacjent o własnych siłach jednym ze Szczyrkowskich orczyków.
Stan pacjenta: początkujący lecz, na jego własne oko, ambitnie zadowalający - po 4h z instruktorem za Czeską granicą i ~10h samodzielnych ćwiczeń korekcyjnych, głównie w oblodzonych warunkach.
Zanim nastąpi wpięcie w dechę, Dr Siwy aplikuje mi zastrzyk adrenaliny w samo serce...rozgrzewka.
Następnie, Dr Siwy przystępuje do szczegółowych oględzin (jeszcze) dychającego pacjenta.
Pierwsze moje odpalenie w dół stoku swoim najlepszym ślizgowym kalibrem, Siwy zamiata moździerzowym gradem konkretów celnych jak snajperski headshot.
Konstruktywna dawka pokory, dożylnie, nie kładzie pacjenta na pysk, a stawia na nogi.
Doktor Siwy wykonuje pierwsze cięcie: postawić pacjenta na krawędzi

(nie załamania, bynajmniej!)
Zrobiłem oczy pewnie tak wielkie, że brwi wyskoczyły ponad moje EG1-dynki.
Pomimo, iż nie padło ze strony Siwego "będzie pan zadowolony", nie mam wyjścia, jedziem...i po chwili mam pierwszy kompletny obraz swoich błędów i, co najważniejsze, rozumiem każdy ich szczegół, z osobna i w sekwencji, co z czego, po co, i dlaczego. Rozumiem nie jest równoznaczne z umiem, więc kosim dalej.
Zgodnie z pogłębioną diagnozą, pacjent musi ogarnąć, że jazda na krawędzi FS to nie "toe stand" a'la Michael Jackson, a krawędź BS woli kolanka jak na porodówce, a nie jak przy konfesjonale

(Tu Siwy od strzału też potwierdził
co Morgan mi pisał, że stance 56cm to dla mnie za wąsko! - biję się w pierś, że od razu nie skorygowałem jak mi przykazano)
Przy trzecim zjeździe Siwy wprowadza choreograficzne urozmaicenie...od tej pory jedziem switch, czyli u mnie to na goofy'iego.
Odpalam, pierwszy skręt FS i gryzę śnieg. Jeszcze nie zdążyłem przełknąć poprzedniej porcji śniegu, a następny skręt FS pakuje mi kolejną.
W okolicach połowy trasy, usuwając grubą warstwę śniegu z gogli zaczynam się zastanawiać, dlaczego nikt jeszcze nie wymyślił gogli z wycieraczkami, bo już mnie ta czynność zaczyna z lekka irytować. Topnieje moja wiara w karierę jazdy switch...
Siwy dobija do mnie i jak gdyby nic, dekoduje co było nie tak i przechodzi do wyjaśnienia jak mam to po/naprawić, konkludując krótkim "Nooo, jedziemy!",
Choćby skały srały, pacjent kontynuuje odwyk od jazdy regularnej...
ale to wszystko dla mojego dobra 
I tak, ciąg dalszy nastąpił, cel: ćwiczenie jazdy na krawędziach, regularnie i tyłem. Jazda na krechę? Na krawędzi..."trzymaj, nie odpuszczaj, trzymaj do końca..."

Po każdym wjeździe orczykiem, Doktor Siwy aplikował kolejny 'drug', czyli wybicia i lądowania z/na krawędzi: obroty 180 z krawędzi, noseroll, obroty w powietrzu 180 z krawędzi (nie wyłączając naturalnej chopy >1m z najazdu BS na krechę!), wsio w każdym znanym medycynie kierunku, FS, BS, z najazdów switch również

Siostro, tlen!
Wiadomo, wiele prób owocowało glebą, najwięcej przy 180 BS w powietrzu, ale nie wszystkie

i kilka razy byłem bliski euforii
"I have awesome edge control".
Zacząłem się łapać na tym, że nie rozróżniam czy ruszam przodem czy switch. Jakież było moje WTF!, gdy zdawałem sobie sprawę, że w obie mańki uczucie jest podobnie naturalne.
Nie zapomnę podjary z pokonania tych kilku czy nastu solidnych S-ek, raczej mniej niż bardziej czysto, ale ciągiem na krawędzi, w switch też

Wynik końcowy kuracji?
Nie mnie to oceniać, bo to dopiero początek i obiektywnie patrząc pewnie szału nie ma, jeszcze, ale najważniejszy take-away dla mnie jest taki:
1. Mega-trafne dekodowanie problemów pacjenta przez Siwego. A skąd wiem jak jestem zielony? Ano, wystarczyło rzetelnie zaaplikować co Siwy przepisał, aby nastąpił solidny wow-moment "Osz k..wa, to działa!"
2. Siwy na nowo zdefiniował moje pojęcie "Push your limits!" na desce, a bez tego progres odwleka się o lata świetlne

A do tego, przez cały czas ma się wrażenie, że Siwy po prostu wykonuje swoją robotę, solidnie, ale na luzie i bez cienia frustracji (tutaj tak dla św. spokoju nie pytałem Siwego co sobie pomyślał patrząc na mój pierwszy zjazd switch'em

).
Największą harówę, i to dosłownie, odwala pacjent. Tym, którzy chcą uderzyć do Siwego polecam krótki jednopytaniowy test:
If tomorrow wasn't promised; what would you give for today?i jeśli pada odpowiedź "Effort!", warto dzwonić i pozostaje tylko zaufać, że się da

Liczę dni do kolejnego szkolenia z Siwym.