śrubokręt - to podstawa co jak co ale od paru lat sie bez niego nie ruszam.
telefon - często może się przydać w róznych sytuacjach
batonik - nigdy nie wiadomo kiedy dopadnie nas mały głód 
Mam dość kiepawego toola i już chyba opowiedzielim pospołem o tym, że wozić wkręta w kieszeni nie jest bezpieczne.
Ja zawsze wpadam do serwisu przy stoku albo w biletowni proszę o śrubokręta jeśli muszę dokręcić.
Nie wiem jak w PL ale w czechach przy wyciągu widziałem podwieszoną małą skrzyneczkę z różnymi śrubokrętami.
Telefon za granicą to lipa, ciężko z łapaniem sieci. Staram się nie mieć przy sobie. Ale z drugiej strony dobrze mieć numer do ratownictwa. Inna sprawa że przy wypadku inni na stoku wezwą pomoc.
Batonik to też ciężka kwestia. Woziłem ze sobą czekoladowca (lion albo sznikers) i jak raz łupnąłem zębami w zmrożoną, czekoladową skałę, to miałem wrażenie że mi plomby skruszyło.
Od tego czasu preferuję wafla oblanego czekoladą

Wiąże się z tym jednak ryzyko, że przy solidnej glebie zostaną z niego tylko okruchy do wciągnięcia.
grajek mp3 to już niezbędnik + trochę grosza na gorącą czekoladkę czy barszczyk.