Niby spoko.
Zadanie, nie było jednak takie proste, z dodatkowych dwóch powodów.
Voelkl to firma narciarska, światowa czołówka ze 100 letnią tradycją, drogie sprzęty o wyrobionej przez lata renomie. A wiadomo, w nartach liczy się produkt, czyli jego właściwości jezdne. I narciarze o to dbają. Deski snowboardowe Voelkla są także tym "naznaczone". Każda deska ma dobrze jeździć po twardym. W założeniu, miękki Stroke rocker, także. A to nie jest prosta sprawa, tu pojawia się drugie utrudnienie, deska ta musi być w przystępnej, dla początkującego, cenie. A ponieważ nasi zachodni sąsiedzi, sceptycznie patrzą się na tanie materiały z wielu względów, Stroke był budowany od początku z tych samych laminatów, drewna, ślizgu, krawędzi co znacznie droższe deski z kolekcji.
Obrócenie profilu starego Voelkl Stroke 2012, czyli przerobienie deski z cambera na rockera, jak robiło i robi nadal wiele firm, dało słabe efekty. Jest to zmiana nie generująca dla producenta, fabryki, praktycznie żadnych kosztów, zmiana ustawienia prasy. Kiedy zapanował szał rockerów (Voelkl potrzebował na to rok więcej) większość firm właśnie tak uczyniło. Na zasadzie mamy fajnego, sprawdzonego Stroke cambera, obracamy profil i będziemy mieć Stroke rockera. Wiele desek, szczególnie tych tańszych, nadal jest produkowane na tej zasadzie. Najłatwiej jest usztywnić deskę, zaniżyć flex i jakoś to będzie. Ano nie będzie, takie deski są toporne i mało przyjazne. To nie jest przypadek, że czołowe firmy, by ich top modele po zmianach w ogóle jeździły, musiały bardzo mocno kombinować. Idąc w technologię i duże koszta. To nie jest przypadek że Lib-Tech, czyli firma która jako pierwsza odświeżyła starą jak świat, kompletnie zapomnianą, konstrukcję rockera. Pomysł był szatański, wypalił w 100%. Amerykanizacja snowboardu i (!!!) narciarstwa (!!!). Absolutna zasługa Mervina, do kart historii snowboardingu. Tyle że oni też mieli problem, pierwsze banany to właśnie były deski camber obrócone w drugą stronę. Niestety, nawet te twarde, nie jeździły dobrze, bardziej ślizgały. Rozwiązanie znaleźli bardzo cwane, kosztowne, wprowadzając Magne-Traction znaleźli rozwiązanie by deski zaczęły trzymać na krawędzi. Udało się, choć zmiany okazały się kosztowne, cel osiągnięty, jest deska w rockerze, trzyma bardzo mocno na krawędzi. Nie chcę przedłużać tego tematu, podobnie jak MT powstał Burtonowski V-rocker i pochodne. Custom po obróceniu był tragiczny. Błyskawicznie na to zareagowali własną technologią, pomysłem. V-rocker rozwiązał sprawę. Voelkl w ciągu 2-3 lat przebudował swoją kolekcją na rockery, w troszeczkę inny sposób. Najdroższy i najtrudniejszy z możliwych.
Po prostu zbudowano od nowa wszystkie deski, zmieniając w nich wszystko. Od geometrii, przez rozłożenia sztywności, wymiary, szerokości nose/tail oraz kilka rozwiązań materiałowych, ale o tym pisać nie mogę.
Wracamy do Stroke'a. Jak wszystkie inne deski postanowiono ją wybudować, używając tych samych technologii i materiałów kluczowych co sporo droższe deski. Deska ma być lekka, miękka, sprężysta. Zastosowano więc technologię slim tip/tail, czyli odchudzenie rdzenia deski i otuleniem go z obu stron potrójnym (triax) splotem włókien szklanych zamiast podwójnego (biax). Rodzaj włókna szklanego, jego jakość, zgranie z rdzeniem (know how) jest to jeden z kluczowych elementów deski. Włókna szklane w wielu % decydują o wytrzymałości deski. Z dobrym, gęstym Triax, deska jest mocniejsza, lepiej też zapamiętuje pop, nie traci sztywności.
Rdzeń ten sam co w droższych deskach, ważne jest to że w Voelklu wiedzą od dziesiątek lat, że rdzenie zamawia się na 2 lata do przodu. A najlepiej by wysychały w normalnych warunkach przez ten czas. Obniża to zdecydowanie wagę deski. W przypadku tańszych desek, różnie z tym bywa.
Laminat na top, wybrali matowy, trudniejszy do zarysowania i pozbawiony mało ekologicznych warstw lakieru. Byłem w "lakierni" snowboardowej, to jest nieprawdopodobny smród, po 10 minutach masz lekkie haluny, kręci się w głowie w grupie pamiętam że zapanowała radość

Dodatkowo, na laminacie znalazła się wstawka z "papieru ściernego", to jest wypas przy nauce jazdy, kompletnie nie doceniany. Pomiędzy wiązaniami, czarna grafika, jest szorstka jak papier ścierny. To się znakomicie przydaje przy jeździe na wyciągach orczykowych, podczas jeżdżenia na hulajnogę (dojazdy do wyciągów, płaskie nartostrady). Wolna tylna noga, stabilnie stoi na desce, nie ślizga się po desce. Zamiast pada, lepsze bo na większej powierzchni. Szybciej i łatwiej uczysz się jeździć orczykiem, wszelkie ćwiczenia na jedną nogę łatwiejsze. Niby bzdura, a cholernie praktyczna. Lepiej też się tę deskę nosi pod pachą.
Ślizg ma mieć elementy fluorescencyjne, niech Stroke świeci na stoku. Ścianka sidewall także. Nie ma taniości.
Ustalono więc z jakich materiałów może być zbudowana deska. Wiadomo było (know how) że ta deska będzie mięciutka, musi taka być, by postępy, progres umiejętności był szybki i bezbolesny. Twarde, często toporne deski, nie ułatwiają postępów. Jeżdżą, da się na nich nauczyć jeździć, do poziomu zaawansowanego ślizgania. Niestety, właściwości jezdne takich desek, nie umożliwiają nic więcej gdy stok jest twardy. Zaawansowanemu jest trudno, nie czuje się pewnie a początkujący nie jest w stanie np. nauczyć się jeździć pełnym skrętem na krawędzi. Jeździ się więc wężem.
Wybudowanie miękkiego rockera, ale takiego który będzie fajnie jeździł, przy tych materiałach, spowodowało że całą geometrię, shape (kształt) Stroke'a trzeba było wykonać od nowa. Są to kosztowne zmiany, jeśli firma decyduje się wprowadzić własną, UNIKALNĄ geometrię, konstrukcję, to ona musi być "trafiona". Stąd Stroke którego teraz można sobie kupić, był testowany, sprawdzany przez prawie 2 lata. W deskę tę, włożono spore wysiłki i oczywiście całe know how jakie firma zdobyła przez lata.
W rezultacie powstały nowe długości 152 cm, 155 cm, 158 cm i szerokiego wide 163 cm.
O dwóch rzeczach niestety nie mogę napisać, nie ma tego także w opisach produktów. To co widać, mogę opisać w szczegółach.
Nowy Stroke rocker ma całkowicie nową geometrię (know how). Geometria ta została idealnie dopasowana do rozłożenia sztywności tej miękkiej deski, dlatego gdy deska jest w skręcie, trzyma krawędzią całą swoją długością, ale uwaga, z taką samą siłą pod wiązaniami jak i dalej, w stronę nose i tail. Dzięki temu, można jeździć sobie śmiało na krawędziach na małej prędkości. Stabilnie, łatwo. Oczywiście nie jest to równoznaczne z tym by brać tę deskę na slalom gigant i zakładać na siebie gumę. Bez przesady, do szybkiej jazdy są inne deski. Stroke to deska dla początkujących, czy tam do rekreacji zabawy, do średniej prędkości na krawędzi, ta deska zachowuje się fajnie i stabilnie, nie szarpie, nie przeskakuje. Mowa tu tylko i wyłącznie o jeździe na krawędziach, w skręcie ślizgowym czy na krechę można na tej desce zasuwać bez większych ograniczeń.
To "trzymanie" na krawędzi, geometrię uzyskano poprzez większe wytaliowanie deski. Relatywnie szerszy jest nose i tail względem talii. Dociśnięta deska w skręcie, podwija go, działa wtedy rocker. Płynność jazdy, absorbcję wibracji wziął na siebie potrójny splot włókien szklanych, stąd płynność skrętu, brak utraty kontaktu krawędzi na setne części sekundy, z twardym śniegiem.
Pamiętajmy jednak że jest to deska przeznaczona dla początkujących, z myślą o nich projektowana. W tym celu wprowadzano przecież konstrukcję rocker. Aby było łatwiej. W Stroke jest jak w innych modelach firmy, konstrukcja Easy Rocker, odcinek pomiędzy wiązaniami jest płaski, deska delikatnie unosi się w górę od wiązań. Dzięki temu, nauka skręcania, zwroty, ześlizgi, są znacznie ułatwione. Innymi słowy, nawet jeśli przednia noga początkującego nie jest należycie obciążana, skręty mogą wychodzić mu całkiem nieźle. To się nazywa wybaczanie błędów. Pierwszy skręt którego uczy instruktor, czyli dostokowy, także jest wręcz banalny do wykonania. Bez wkładania siły. A to jest wstęp do nauki jazdy. Bez omawiania kolejnych kroków, Stroke znacznie we wszystkim pomaga. To jest taka deska, którą łatwo rządzić, ogarnąć błyskawicznie. Jest bardzo przyjazna, czyli łatwa. Chcesz skręcić skręca, chcesz ją wrzucić w ześlizg, wrzucasz bez trudu. To jest miękka deska, także na wszelkich nierównościach czy lodzie, bez odpowiednich umiejętności, zachowuje się pewniej, lepiej klei się do stoku. Fajne jest to że Stroke wręcz perfekcyjnie płynnie jeździ skrętem ślizgowym, bez trudu można nim regulować sobie prędkość, nie trzeba się z nią szarpać, siłować. Jeździłem na tej desce po stromych, zlodowaciałych ściankach, ślizgowym krótkim skrętem bardzo przyjemna jazda. Łatwość z jaką zmienia się krawędź w tej desce jest zaskakująca. Ale tak ma być. Łatwo i przyjaźnie. Żaden ze mnie freestylowiec, ale bez najmniejszego problemu wychodziły mi na Stroke pressy, nie łapałem krawędzi kręcąc się w kółko. Stary Stroke w parku był ujeżdżany przez Długiego, więc ten pewnie także by mu dobrze kleił metal i lądowania.
Jak każdy rocker, Stroke fajnie radzi sobie w puchu, choć wymaga troszeczkę większej prędkości niż typowo freeridowe deski.
Pozwolę sobie ocenić tę deskę, z pozycji 21 lat na desce. Przejeździłem przez ten czas sporo desek.
Na tej desce jeździłem w sumie 4-5 dni, od stycznia mieliśmy testówkę.
Wszelkie zmiany które zaszły w Stroke, są wykonane w stronę początkujących. Przeglądając nowoczesną metodykę nauczania, doszedłem do wniosku że większość ćwiczeń, które po kolei się wykonuje i po opanowaniu przechodzi do następnych, dzięki tej desce wykonać będzie łatwiej. Do momentu nauki skrętu ciętego WN, Stroke będzie przydatny. Ale te podstawowe elementy, szczególnie nauka skrętów podstawowych, myślę że sporo szybciej i bezboleśniej do ogarnięcia niż na innych deskach. Ta banalność Stroke'a zacznie przeszkadzać, to przyjdzie z czasem, ale to będzie też czas kiedy umiejętności ridera przekroczą możliwości deski. Im szybciej będziesz się uczyć, tym szybciej osiągniesz ten punkt. A że Stroke, to deska, która ma zapewniać w założeniu błyskawiczne postępy, to wg. mojej oceny jest to idealna deska na pierwsze 2-3 sezony jazdy. Każdy sezon powiedzmy po przynajmniej 20 dni na śniegu. Można ją traktować jako miękką freestylówkę, wycentrować wiązania i wio do parku, gdzie za wiele nie jest potrzebne. Na większe skocznie Stroke się nie nadaje, ale na boxy, rurki, hopki, flat tricki w zupełności wystarczy. To jest lekka deska, co się przydaje w zabawie. Zero toporności.
Reasumując, polecam nowego Stroke'a wszystkim początkującym, na pierwszą deskę konkretna propozycja, nie wiem czy w podobnej cenie można znaleźć coś lepszego do nauki. Może tak, może nie. Za sumę dwa razy większą mogę polecić Arbor Formula, z Grip-Tech i prawdziwym rockerem.
Opis deski, parametry tu:
http://sklepsnowboar...-rocker-14.html
Taka tam nagrywka, tylko po to, by pokazać kolory deski:

